• Wpisów: 5
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis: 8 lat temu, 11:44
  • Licznik odwiedzin: 4 704 / 3932 dni
 
tesska
 
Wyczyść kota, nakarm kuwetę... Jakoś tak to szło.

Z okazji kampanii wrześniowej i stażu siedzę w domu sama, rodzice wyjechani na urlop, a luby w pracy (50 kilometrów stąd). I oczywiście dziki kot, zwany Zuzą, którego miejsce pobytu mogę zidentyfikować jedynie słowami "gdzieś krąży".

Zuź ma nietypowy jak na domowego kota tryb życia, zapewne dlatego, że nigdy do końca nie była domowym kotem. Przybłąkała się w okolice naszego bloku w środku zimy, kiedy mrozy dochodziły do minus kilkunastu stopni. Zaczęliśmy ją dokarmiać i wpuszczać do piwnicy na noc. Jakiś czas potem w piwnicy miała już kojec, kuwetę i komplet miseczek, a ktoś codziennie schodził nakarmić ją i pobawić się z nią. A potem Zuzu zaczęła się robić coraz bardziej okrągła, za sprawą czarnego kocura, który plątał się nie wiadomo gdzie.

Rodzenie w piwnicy było nader ryzykowne, bo nasi sąsiedzi za kotami nie przepadają. Zresztą za innymi żywymi stworzeniami, z ludźmi włącznie, też nie. I tak Zuź została przekwalifikowana na kota domowego, okociła się u nas i odchowała cztery rozkoszne kociaki. I tak już została, bo nikt nie miał serca jej wywalić z powrotem do piwnicy.

No dobra - próba była, bo kot drapał jak oszalały do drzwi. Tyle że potem sam wrócił i grzecznie czekał, aż ktoś go wpuści.

Obecnie Zuź obraża się na nas, zarówno wtedy, kiedy jest za długo w mieszkaniu, jak i wtedy, kiedy jest za długo na dworze. W dodatku już nie wraca sama, trzeba po nią zejść i przyprowadzić kocią arystokratkę, która jest świadoma, że od tak przyziemnych rzeczy, jak powrót do domu, ma ludzi.

Dlatego dziś zaraz po obudzeniu usłyszałam głośne, narzekające: miau! Jak to, jeszcze mnie nie wypuściłaś?

Co musiałam nadrobić jak najszybciej, i tym oto sposobem kot "gdzieś krąży" ;)

Nie możesz dodać komentarza.